|
środa, 09 stycznia 2008
A jednak...Wyścig zaczyna się od nowa. Wypada sobie porządnie posypać głowę popiołem. Już wiadomo, po co ludzie przyszli do sztabu Hillary. Tym się różnią spotkania w sztabach wyborczych od uroczystości rodzinnych, że tu często do końca nie wiadomo, czy przyszło się na stypę, czy jednak na wesele. Hillary szeroko się uśmiecha, naprawdę się cieszy, jest jakaś taka wyluzowana i wyraźnie odrodzona. Image żelaznej damy jakby się rozsypał, ale Clinton narazie zyskała dzięki ukazaniu ludzkiego oblicza. A na deser: enjoy :) Hillary zwycięża w New Hampshire...Obama przemawia, ale jego głos nie jest tak mocny i przekonujący, jak w Iowa.
61% głosów i 3% przewagi. Czy ktoś dogoni dziś Hillary? John Edwards sobie żartuje, że dopiero 2 stany zagłosowały, a zostało 48. No jasne, w Iowa - Obama, w NH - Clinton, a w pozostałych 48 - wiadomo, że Edwards. Nieźle to sobie wymyślił. U Republikanów wygrywa McCain. Wiecznie drugi Romney - drugi, Huckabee - najprawdopodobniej trzeci. Romney chyba jest skończony. Nie można wygrać niczego, będąc wiecznie drugim. Czyżby McCain? Pamiętajmy jednak o Giulianim. On się może w pewnym momencie odwinąć. W każdym razie kandydat GOP będzie rodził się w bólach. U Demokratów - proszę, proszę...Już skreślałem Hillary Clinton, a tymczasen ona cały czas prowadzi - 4% przewagi przy 26% głosów przeliczonych. Nawet jeżeli Barack wygra, to będzie to remis ze wskazaniem - i to już jest jego porażka. Jeżeli będzie remis ze wskazaniem na Hillary - momentum is gone. I wtedy cała zabawa zacznie się od nowa. Ciekawa jest ta kampania, prawda?
Na razie 6-7% okręgów. U republikanów od początku zdecydowanie prowadzi McCain, u demokratów - lider się z każdym meldunkiem zmienia. Tridno cokolwiek powiedzieć po 7% głosów, ale narazie prowadzi HRC. Mówią, że porażka mniejsza niż 10% daje jej jeszcze szansę. Ale czy po wyskoku z Kingiem ona cokolwiek zdziała w SC ? Mimo wszystko nie należy zapominać, że w drodze do Super Tuesday jest jeszcze parę prawyborów po drodze.
Pani Clinton, tracąc rezon, popłakuje, atakuje i nade wszystko popełnia gafy. A tutaj przechlapuje sobie u czarnej części amerykańskiego społeczeństwa. Nie jest najlepszym pomysłem umniejszanie zasług Martina Luthera Kinga. A po drodze obraziła jeszcze Putina sugerując, że jako oficer KGB nie ma duszy (nawiązując do wypowiedzi Busha, który niegdyś zajrzał Putinowi w duszę). Bardzo niedyplomatycznie, ale Putina żałować nie będziemy.
wtorek, 08 stycznia 2008
Za 4 godziny wyniki prawyborów w New Hampshire. Kończy się bardzo intensywny okres (trudnio uwierzyć, że to było tylko 5 dni) między Iowa a NH. Teraz na następną bombę trzeba będzie poczekać cztery długie tygodnie - do 5 lutego. Ze sztabu Hillary już słychać (oprócz wzajemnych oskarżeń) przebąkiwania, że ich kandydatka po porażce w New Hampshire skoncentruje się na wygraniu wszystkiego w Super Wtorek (tak jakby miała inne wyjście). Okazuje się zatem, że Clinton podąży strategią Giulianiego - odpuścić pierwsze prawybory, by zaatakować na finiszu, kiedy do złowienia będą grube ryby. Problem w tym, że Hillary nie odpuściła ani Iowy ani New Hampshire, a miała wygrać w cuglach i tu, i tu. Problem w tym, że Giuliani korzysta na ogólnym zamieszaniu i braku faworyta w obozie republikanów i ta strategia (wczoraj wygrał Huck, dziś wygra Mac, a jutro ja) może mu ostatecznie przynieść powodzenie. U demokratów takiego rozdrobnienia nie ma. Wczoraj faworytem była Hillary Clinton, dziś i jutro jest i będzie nim Barack Obama. Koniec kropka
niedziela, 06 stycznia 2008
Podczas debaty republikanów rywale rzucili się do gardła Romney'owi. I Huckabee, i McCain, i Giulani atakowali jak wściekli jego legendarną już zmienność poglądów. U demokratów rolę Romney'a zagrała Hillary Clinton - atakowana zarówno przez Obamę, jak i Edwardsa. Ona broniła się godnie i kontratakowała. Mitt został zagoniony do narożnika, i mimo mało prestiżowego zwycięstwa w Wyoming, jego czas jako poważnego kandydata do nominacji chyba się kończy. Osłabiony porażką w Iowa, jest o krok od przegrania prawyborów w NH. Nie poradził sobie ze zmasowanym atakiem konkurentów, nie był przekonujący, a jego negatywna kampania przynosi odwrotne do oczekiwanych skutki. Za chwilę może się okazać, że na republikańskiej scenie zostaną jednak ci dwaj weterani, którzy byli faworytami na początku wyścigu - Giuliani i McCain. Huckabee będzie próbował zamieszać w Południowej Karolinie, ale czy to wystarczy, żeby na poważnie myśleć o nominacji... Romney wygląda na zrezygnowanego, Hillary ma dwa dni na odwrócenie swojego losu i mocno walczy. Oboje osłabieni porażką w Iowa, zareagowali inaczej. No ale w końcu Clinton była murowanym faworytem do nominacji, a Romney wyskoczył trochę jak filip z konopii. W CNN powiedzieli, że koledzy z partii po prostu Romney'a nie lubią. I to było widać. Najbardziej wzruszający moment debat nastąpił pomiędzy nimi, kiedy kandydaci GOP i demokratów witali się ze sobą tak czule, że aż się przytulali. Gorąco polecam: Trwają debaty Republikanów i Demokratów. Jutro będzie wiadomo, jak wypadły. Narazie znane są doniesienia o pyskówce między Romneyem a Huckabeem. W sondażach przed NH prowadzi McCain, a Clinton remisuje z Obamą. Clintonowie mocno się spieli, walczą o New Hampshire podkreślając, że Obama za młody, za mało doświadczony itd. Ciekawe, czy gdyby Clinton wygrała nominację, wzięłaby sobie Obamę na running mate. Skoro zdolny, ale za młody, to może by się nadał na wiceprezydenta. A ciekawe, kogo weźmie sobie Obama. Proponuje tamdem Barack - Bill Richardson. Jeden ma ojca z Kenii, drugi matkę z Meksyku. To byłby ciekawy duet. Bardziej prawdopodobny wydaje się jednak wybór faceta z najbardziej nieszczerym uśmiechem na świecie i kiepsko udawanym południowym akcentem. Ta chodząca tragedia z fryzurką za 400 zielonych nazywa się John Edwards i już kiedyś startowała jaki running mate w pewnym cudacznym, nieudacznym tandemie. Brrrr.... Romney wygrał w Wyoming. Nikt się tym nie interesuje, więc ja też nie.
piątek, 04 stycznia 2008
Wyniki u Republikanów jedynie komplikują sytuację i pokazują, że ostateczny kandydat tej partii wyłoni się w wielkich bólach. Czy kandydat dźwigający na barkach nie tylko osiem lat prezydentury Busha, ale dodatkowo jakieś półtora roku wyniszczającej, wewnątrzpartyjnej walki będzie miał w sobie tyle siły, by stanąć w szranki z demokratą, który w dodatku ma szansę przejść przez prawybory jak burza ? Na początku wyścigu wydawało się, że o nominację walczyć będą Giulani z McCainem. W pierwszych prawyborach wygrał niespodziewanie Huckabee przed Romney'em. Mamy wciąż czterech poważnych pretendentów i prawdziwe "demolition derby"" przed nami. http://www.politico.com/news/stories/0108/7703.html Huckabee napewno nie zostanie prezydentem USA i raczej nie będzie kandydatem GOP. Sorry, ale facet o wyglądzie i sposobie wypowiadania się komiwojażera może sprzedawać fotokopiarki albo odkurzacze, ale nie przewodzić wciąż jedynemu mocarstwu na świecie. Nawet jeśli gra na gitarze u Jay'a Leno. Jego wygrana podkopuje pozycję Romney'a, który miał wygrać w Iowa i NH i popłynąć na fali aż do Białego Domu. Romney udaje, że cieszy się ze "srebrnego medalu", ale dla niego to katastrofa. To on miał być tym człowiekiem znikąd, który w Iowa zakasuje McCaina i Giulianiego. Na tej pozycji zluzował go Huckabee. Jeżeli 8-ego w NH Romney przegra z McCainem, będzie po nim. Zwycięzca przyszłowtorkowej batalii stanie naprzeciw Rudolha Giulianiego, który kompletnie zlekceważył prawybory w Iowa i nie bardzo przejmuje się New Hampshire, a zbiera siły na Super Wtorek 5 lutego. Chce wtedy zaatakować z tylnego siedzenia, wygrać w dużych stanach i stamtąd rozpocząć marsz po nominację. W końcu w skali ogólnokrajowej wciąż ma najwyższe poparcie wśród Republikanów. Czy uda mu się zakwestionować olbrzymią wagę, jaką Amerykanie przywiązują do pierwszych prawyborów w Iowa i NH? Tak, ale tylko jeżeli pokona w wyborach...Baracka Obamę. Reasumując - Rudy vs. McCain lub Romney. Huckabee - mimo dzisiejszego wielkiego zwycięstwa - out. |
Archiwum
|